W ostatni czwartek prowadziłam live o 4 błędach, jakie można popełnić tworząc grupowe programy online. Jeśli nie widziałaś nagrania – napisz do mnie, to podeślę Ci link do YT. Mówiłam w nim m.in., że podzielę się z Wami swoimi własnymi fuckupami. Że opowiem o tym, co mi nie wyszło.
I wiesz co? W tamtym live’ie tylko musnęłam temat. Bo czasu było mało, a wątków dużo. Ale teraz chcę Ci opowiedzieć o tym trochę więcej. Bo myślę, że to będzie dla Ciebie wartościowe. I że może oszczędzisz sobie kilku moich błędów.
MÓJ PIERWSZY BŁĄD – DAŁAM ZA DUŻO NARAZ
Kiedy wchodziłam w programy grupowe, to chciałam dać klientkom wszystko. Całą swoją wiedzę. Całe swoje doświadczenie. Całą swoją transformację.
Zrobiłam mentoring dla kobiet, który został oceniony bardzo dobrze. Fantastyczne opinie, fantastyczne testimoniale. Ale dostałam też jedną ważną uwagę.
„Tego było za dużo.”
I to była prawda. Spakowałam do tego programu całą swoją wiedzę. Całe swoje doświadczenie transformacji, którą przeszłam wchodząc do online, budując markę osobistą od początku, wygrzebując się z rzeczy, które mnie dotknęły.
I one tego potrzebowały. Ale nie w takim tempie i intensywności.
To był mój błąd. Chciałam dać za dużo. Chciałam ich „oświecić” całą swoją wiedzą. A one potrzebowały wolniej, fragmentami, z większymi przerwami na własną transformację.
Czego się nauczyłam i jak to zmieniłam – obecnie cała ta wiedza jest rozłożona na 3 oddzielne mentoringi, które klientka może przejść kolejno, albo wybrać w dowolnym czasie, który obszar wymaga u niej zaopiekowania – fundamenty biznesu i oferty, widoczność i komunikacja, czy techniki skalowania i pojemność energetyczna na szybki rozwój.
MÓJ DRUGI BŁĄD – SPRZEDAWAŁAM TO, CO JA UZNAŁAM ZA POTRZEBNE
Kiedy zaczynałam działać w online, zrobiłam kilka kursów. O MailerLite, o kampaniach sprzedażowych online. O narzędziach, które ja uznałam za potrzebne na swojej drodze.
Bo dla mnie to było proste. Konfigurowanie MailerLite’a? Proste. Pisanie newslettera i układanie ścieżki klienta? Proste. Więc stwierdziłam: „No przecież to jest potrzebne, zrobię cykl wykładów o MailerLite i tyle.”
I co?
Nic się nie sprzedało.
Dlaczego? Bo nie byłam z moimi klientami. Nie dałam im tego, czego oni potrzebowali. Dałam im to, co JA uznałam za potrzebne. Na podstawie swojej drogi, własnego doświadczenia i moich potrzeb.
A moi klienci nie potrzebowali poznawać narzędzi. Oni potrzebowali poznać mechanizmy, które powodują, że ich komunikat nie dociera do klienta. Że ich słowa nie są słyszalne i że gadają do ściany.
Oni nie potrzebowali uczyć się MailerLite’a, tylko potrzebowali wiedzieć, co napisać w mailu, żeby ktoś w ogóle go otworzył i przeczytał choćby do połowy.
I to była ogromna różnica.
Zmieniłam to dopiero wtedy, kiedy zaczęłam słuchać moich klientów. Kiedy zaczęłam dostrzegać, z czym naprawdę przychodzą. Z czym mają problem i czego u mnie szukają.
I przestałam sprzedawać to, co JA uznałam za potrzebne. Zaczęłam sprzedawać to, czego ONI potrzebowali. Chociaż sprowadza się to i tak do tych samych narzędzi. Ale podanych inaczej..
MÓJ TRZECI BŁĄD – ZA WCZEŚNIE STWORZYŁAM PRZESTRZEŃ SUBSKRYPCYJNĄ
Miałam taki pomysł, aby stworzyć stały klub dla moich klientek. Comiesięczne spotkania, kręgi, wzajemnie prowadzone warsztaty. Przestrzeń dla kobiet z biznesami duchowymi, które chcą się spotykać regularnie, mieć kontakt ze mną i z innymi kobietami.
I wiesz co? To był dobry pomysł. Tylko za wcześnie.
Bo przestrzeń subskrypcyjna to jest coś, co zdecydowanie lepiej uruchamia się do swoich stałych, powracających klientów. Do ludzi, którzy już Ci ufają, którzy już wiedzą, jak pracujesz i chcą z Tobą być na dłużej.
A ja uruchomiłam to na dość wczesnym etapie skalowania. Nie miałam jeszcze wystarczającej liczby powracających klientów. I przez to ten klub się nie utrzymał.
Sporo osób weszło, zobaczyło, skorzystało z dwóch-trzech miesięcy – i tyle. Nie byli zainteresowani taką przestrzenią. Szukali konkretnych rozwiązań swoich problemów. A ja im zaoferowałam przestrzeń do głębszego rozwoju świadomości w oparciu o biznes.
I to nie było to, czego potrzebowali.
Oni potrzebowali wiedzieć: „Co mam zrobić, żeby sprzedawać?” A nie: „Jak wejść w głębszą świadomość swojego biznesu”. To drugie jest super, ale przychodzi później. Kiedy już masz podstawy, ogarniasz już komunikację, ścieżkę klienta, technikę.
A ja chciałam ich zaprosić na głębszy poziom, zanim jeszcze stanęli na solidnym gruncie.
I CO Z TEGO WYNIKA?
Że popełniałam błędy. I to takie, które czasem widziałam u moich klientek. Mimo że wiedziałam, jakie błędy popełniają one, to potrzebowałam wejść do swojej rzeki i nauczyć się na własnych porażkach. I to jest ok.
Bo niektórych rzeczy po prostu nie da się przyspieszyć. Nie da się ich nauczyć z teorii. Musisz wejść, spróbować, wywalić się i wstać.
I ja to zrobiłam. Kilka razy. Mimo wieloletnich doświadczeń biznesowych, wnikliwej obserwacji rynku i pracy z klientkami jako WA, które szły tą ścieżką przede mną.
Ale jest w tym jedna bardzo ważna rzecz.
Uczenie się od kogoś, kto już poznał te błędy i je popełnił – to tak czy siak jest skrót. To jest oszczędność czasu, pieniędzy i energii. Bo Ty nie musisz wpadać w te same koleiny, żeby się nauczyć. Możesz spojrzeć na moje doświadczenie i powiedzieć: „Aha, to tego nie robię”.
Z drugiej strony – trzeba mieć dla siebie wyrozumiałość.
Bo najlepiej człowiek uczy się na własnych błędach. I to, co jest mu pisane, to on po prostu musi sam przerobić. I to jest w porządku. Nie ma w tym żadnej porażki. To jest proces.
Więc jeśli Ty już popełniłaś jakieś błędy – to nie przejmuj się, głowa do góry. Jesteś w dobrym miejscu. Bo to znaczy, że już próbujesz. Już działasz i się uczysz.
A ja jestem tu po to, żebyś niektóre z tych błędów mogła ominąć. I żebyś nie musiała wpadać we wszystkie te same dziury, w które ja wpadałam.
I WŁAŚNIE DLATEGO POWSTAŁ TEN PROGRAM
Program „Jak w dwa miesiące stworzyć program online i wystartować z nim we wrześniu” to jest odpowiedź na wszystkie te błędy, które popełniłam. I na te, które widzę u moich klientek.
Dzięki temu programowi:
- dokładnie rozpoznasz potrzeby swojego docelowego, bardzo dobrze dookreślonego klienta, aby zostać przez niego usłyszaną
- zdobędziesz komunikację, która mówi o zyskach klienta, a nie o Twoich narzędziach i Twoim doświadczeniu,
- zaprojektujesz strategiczną ścieżkę klienta, która prowadzi od „o, ciekawe” do „kupuję” – bez ciśnienia, bez FOMO,
- unikniesz podstawowych błędów, które totalnie wypalają efekty Twoich starań.
Możesz w wakacje zrobić swój program, kurs, mastermind z głową. Z sercem. I z kimś, kto już wielokrotnie przeszedł tę drogę.
We wrześniu ruszasz z własnym programem online.
A ja Cię przez to przeprowadzę.

